Dla dobra rodziny zrezygnował nawet z kariery politycznej. Jego żona zawsze marzyła o podróżach i teraz się ziściło. A gdyby Donald został prezydentem, podróże by się skończyły. Dorosłe dzieci byłyby zaś skazane na ochronę, czego nie cierpią – powiedziała Wyborczej osoba związana z rodziną Tuska.
Staropolskie określenia stopnia pokrewieństwa dotyczą nazw, którymi określa się członków rodziny. Niektóre z nich wyszły z użycia i nie są stosowane w dzisiejszej polszczyźnie . Krewnych po ojcu określano krewnymi po mieczu (lub agnatami ), a po matce po kądzieli (lub kognatami, najczęściej terminy „agnat” i „kognat
Tłumaczenie hasła "grandson's wife" na polski . żona wnuka jest tłumaczeniem "grandson's wife" na polski. Przykładowe przetłumaczone zdanie: My daughter, son-in-law, grandson, wife, and I attended all four days of the assembly. ↔ Razem z córką, zięciem, wnukiem i żoną uczestniczyłem w nim przez wszystkie cztery dni.
Dziś masz wnuka! Małe maleństwo Ale spójrz na tego krzepkiego mężczyznę. Wielka radość dla całej rodziny, On jest owocem wielkiej miłości. Niech twoja wnuczka stanie się silna i zdrowa, Niech ci się spodoba i zawsze bierze od ciebie przykład. *** Dla dziadka narodziny wnuka są szczególnym świętem!
Co robić z wnukami – najciekawsze wspólne aktywności – Poradnik dla dziadków. Aby wspomnienia z dziadkami były dla dzieci niezapomniane, należy przede wszystkim wyjść poza rutynowe zajęcia. Możecie pokazać dzieciakom coś nowego i ciekawego, co dzięki silnym emocjom zapadnie im w pamięć, może to być np. wspólny wypad do
Te życzenia od dziadków dla Państwa Młodych idealnie sprawdzą się do kryształów 3D o wymiarach 8x5x5 cm oraz Fotokryształów. Zostaliście połączeni z Bożej woli. a Boża Łaska ofiaruje Wam szczęście. przejdźcie swoją drogę. wzorem godnym naśladowania. jakim jest zawarcie małżeństwa. Niech Bóg prostuje Wam ścieżki!
Kim jest dla mnie siostra dziadka? jw ;) To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać. 1 ocena Najlepsza odp: 100%. 0. 2. Zobacz 8 odpowiedzi na pytanie: Kim jest dla mnie siostra dziadka?
Robię co chcę, kiedy chcę i gdzie chcę. Tylko muszę zapytać mojego wnuka - męska koszulka na prezent dla dziadka. Szybka wysyłka z Polski. Gwarancja zadowolenia!
Zachowek dla wnuka czy wnuczki po śmierci babci czy dziadka, gdy tata albo mama nie żyje O żądaniach odsetek orzeczono przyjmując, że pozwany popadł w opóźnienie licząc od dnia następnego pod dniach wezwania do zapłaty na podstawie art. 481 § 1 KC w zw. z art. 455 KC (por. wyrok SN z dnia 6 marca 2014 r.
Jak zostać rodziną zastępczą, np. dla wnuka? Trzeba spełnić określone warunki. Dotyczy to zarówno osób spokrewnionych, jak i tych niespokrewnionych. stałe miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej; odpowiednie warunki mieszkaniowe; stałe źródło utrzymania
gBhRcB8. Wnukowie do niedawna nie znali swoich dziadków, bo ci umierali, zanim potomkowie zaczęli coś rozumieć ze świata. Teraz, gdy życie ludzkie tak bardzo się wydłużyło, spotykają się w jednym czasie. Wnukowie mają cenną szansę: odnaleźć rodzinne korzenie. Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w styczniu 2004 r. Czy Kamil, uczeń gimnazjum pijarów w Krakowie, mieszkaniec Nowej Huty, wie, co to jest lampka karbidowa? Jak się nosiło 100 wiader na sobotnią kąpiel rodziny w cynowej wannie? Jak się chodziło do wygódki za domem, w której suka Mirka o mało nie odgryzła jaj, za przeproszeniem, znajomemu, który poszedł za potrzebą? Jak to było? I kim oni byli: prapradziadkowie, stryjowie, stryjenki, kuzyni? Więc dziadek Stanisław Stanuch pisze dla Kamila dzieje rodziny. Choć od 50 lat mieszka w Nowej Hucie, to pisze na razie głównie o Nowym Sączu, skąd pochodzi i gdzie ma swoje duchowe terytorium, na które pragnie zaprosić teraz swego wnuka. Najstarszym z protoplastów, o którym dziadek Stanisław ma informację, jest Jakub, który miał piętnaścioro dzieci i mieszkał pewnie od wielu pokoleń we wsi Kąśna Dolna w rejonie Tarnowa. Od jednego z jego synów – Piotra – wzięła początek rodzinna linia z dziadkiem Stanisławem i Kamilem. Jak prapradziadek Piotr był kolejarzem Piotr był dla Stanisława tym, kim Stanisław jest teraz dla Kamila: dziadkiem. Jako kolejarz przeniósł się z Kąśnej do Nowego Sącza. Pociągi jeździły wtedy z szybkością 45 km na godz., a towarowe 25. Portier uderzał w dzwon raz, drugi i trzeci. Wyjeżdżający dopijali herbatę, a dyżurny podchodził do pociągu i dawał znać starszemu konduktorowi. Maszynista świstał świstawką. Piotr, który pracował przy tym wszystkim, był mężczyzną silnym i groźnym. Dzieci bały się go jak ognia, bo rozgniewany tłukł czym popadło, nawet pogrzebaczem. Ale serce miał anielskie. Wiedział, gdzie jakie rosną krzewy i drzewa, jak pić sok brzozowy, jak krzyczą ptaki i zwierzęta. Miał sztuczne oko wprawione w klinice w Wiedniu, przez co był jeszcze bardziej interesujący dla wnuków. Z żoną Petronelą mieli sześciu synów i wiele córek, które poumierały w dzieciństwie. Imieniny Piotra i Petroneli to był cały ceremoniał. Synowie z rodzinami zbierali się w jednym pokoju, a po posiłku grali w karty. Piotr nie mógł przegrać, jeśliby się na to tylko zanosiło, wpadłby w straszny gniew. Kiedy Petronela prosiła, żeby nie mówił pieprznych dowcipów przy kartach, buczał: milcz babo. Jak pradziadka Mieczysława zagarniały wojny Jeden z synów Piotra, Mieczysław (ten, który miał zostać ojcem Stanisława), poszedł na randkę z dziewczyną. Żeby dodać sobie powagi, pożyczył od ojca parasol. I go zgubił. Nie mógł wrócić do domu nie narażając się na straszne lanie. Zaciągnął się więc jako ochotnik na front włosko-austriacki, ale chęć do wojaczki szybko mu przeszła, zdezerterował i po przebłaganiu ojca wrócił do domu. Wojna znów go zagarnęła i 8 maja 1920 r. brał udział w zajęciu Kijowa przez Rydza-Śmigłego. Już jako oficer rezerwy ożenił się 11 listopada 1921 r. z Marią, z domu Michniak. Maria była po słowie z przystojnym Austriakiem, oficerem wywiadu, który nagle znikł z Sącza. Zbliżała się do wieku, który mógł grozić staropanieństwem, więc zgodziła się wyjść za Mieczysława. Austriacki oficer zjawił się w Sączu po jakimś czasie i rozpaczał, lecz było za późno. Żeby zabrać młodą żonę z miasta pierwszej miłości, Mieczysław postanowił wyjechać do Piekar Śląskich, gdzie pracował jako nauczyciel. Tam właśnie w 1931 r. przyszedł na świat dziadek Kamila Stanisław Stanuch, mając już na świecie siostrę Celinę i brata Andrzeja. Jak pachniał dom prapradziadka Józefa W piątym roku życia Stanisław przeniósł się z rodzicami i rodzeństwem do Nowego Sącza, do domu, który zbudował Józef, ojciec Marii. Na górze był wielki, mroczny strych, na którym domownicy spali, gdy przyjeżdżali kuzyni w odwiedziny. Wodę krystalicznej czystości trzeba było nosić ze studni i żadnej elektryczności, oczywiście, nie było. Był to dom niezapomniany, pełen zapachów, kolorów, smaków i spraw, które żadną miarą nie mogą zdarzyć się w najwspanialszym nawet bloku. Dom stał przy ulicy Szczepanowskiego, w sąsiedztwie trzech innych. W pierwszym był sklep spożywczy, potem chałupa starego małżeństwa. I młodego, które miało rój dzieci. Kobieta wynajmowała się do prania bielizny, on był zawsze bezrobotny. Pewnego dnia utonął. Z czego oni będą żyć – martwiła się Maria. Dalej stał dom Wójcików. Mieli oni ładną córkę, o której mówiło się „krakowianka”, co znaczyło, że jest lepsza od innych dziewcząt, wyjdzie dobrze za mąż i będzie mieszkała w mieście. Po pobliskiej ulicy Nawojowskiej dwa razy w tygodniu ciągnęły na jarmark wozy zaprzężone w woły. A raz dziennie jechał autobus pana Boligłowy, wiozący Żydów. Boligłowa jedzie – krzyczały dzieci i biegły zobaczyć niezwykły pojazd, za którym ciągnęła się biała chmura pyłu. Po tej drodze w sierpniu 1939 r. maszerował I Pułk Strzelców Podhalańskich na krwawą bitwę pod Birczą i Brzucholicami. I tędy w czasie okupacji szła dywizja SS z Afryki z wielbłądami i kapelą. Dzieciństwo Stanisława miało swoje zapachy – matki, płotu z desek malowanych czarnym terem, żeby nie zgniły, rozkopanej ziemi, smarów parowozowych, wody ze studni, ogrodu kwiatowego i ciasta w dzieży. Jak dziadek Stanisław czyścił lampę I jeszcze zapach nafty, który unosił się nad całym dzieciństwem dziadka. Lampa wymagała starań. Najpierw trzeba było nalać nafty do zbiornika i wyczyścić szkło, potem przyciąć równo knot, bo inaczej lampa kopciła, zaczerniając szkło. Knot można było wsuwać i wysuwać, podkręcając go za pomocą śruby. Palnik miał otwory, aby wchodziło tam powietrze. Przygotowanie lampy do użycia było obowiązkiem Stanisława, jego siostry Celiny i brata Andrzeja. Lampa świeciła, pachniała i ciepło było siedzieć w jej świetle. Maria często śpiewała. Staś budził się i słysząc jej głos czuł się bezpieczny. Znała setki pieśni. Mieczysław grał na skrzypcach. W Boże Narodzenie, kiedy ustawiano dużą choinkę, zapalano świeczki, a dzieci wybierały prezenty położone przez aniołka, ojciec wyciągał z futerału skrzypce i zaczynali z matką śpiewać kolędy, a Stanisław z rodzeństwem przyłączali się do śpiewu. Jak prababcia Maria piekła chleb Maria najpierw długo przesiewała mąkę przez sito. Do fermentacji używała drożdży. W przededniu pieczenia robiła rozczyn: małą ilość ciasta przykrywała czystą ściereczką, a na ściereczkę szedł kocyk. W sobotę rano wyrabiała ciasto w drewnianej dzieży. Musiała być obwiązana fartuchem, żeby chleb nie pękał i sypała do ciasta sól, kreśląc krzyż. Dzieży nie wolno było przechowywać byle gdzie, nie wolno jej było nikomu pożyczać. Nie wymywało jej się wodą. Maria bardzo uważała, żeby dzieża nie spleśniała. Gdy ciasto było wyrobione, musiało wyrosnąć. Maria robiła bochenki i kładła na liściu kapusty lub chrzanu. Z resztek ciasta piekła podpłomyki i to był dla dzieci luksus nad luksusy. Kiedy się wsadzało chleb do pieca, drzwi musiały być zamknięte, żeby nie było zakalca. I nie mógł wejść obcy, boby chleb zauroczył. Mama dziadka poznawała, czy chleb jest dobrze upieczony, pukając palcem w skórkę. Kiedy kawałek chleba upadł na podłogę, należało go natychmiast podnieść i z uszanowaniem pocałować. Jak straszne były duchy Stanisław, jego brat Andrzej i siostra Celina bali się zjaw, czarownic, widm, upiorów, strzyg i innych strachów, które na nich czyhały. I diabła. Żeby pokazać, że się nie boisz, trzeba było wejść do ciemnej piwnicy, stać i nie krzyczeć ze strachu. Wtedy jednak inne dzieci zarzucały biedakowi na głowę mokrą szmatę. Tego nie wytrzymywał nikt. Jak pito piwo ciemne, słodowe Spacer niedzielny był obowiązkowy. Jadło się wówczas kremówki i piło wodę sodową, słuchało koncertu I Pułku Strzelców Podhalańskich. Albo w barze Żyda Majera ojciec dziadka wypijał piwo, a mama z dziećmi – ciemne, słodowe, bez alkoholu. Ojcowie rodzin o innej porze umawiali się z odpowiednimi paniami na spotkania, o czym szeptała starsza siostra Celina z koleżankami, sądząc, że Staś nic z tego nie rozumie. Jak pachniało karbidówką Zaczęła się okupacja. Krajobrazy dzieciństwa Stanisława zmieniły się, ale nie były czarne. Ojciec Mieczysław wrócił z kampanii wrześniowej i znów byli razem. Podczas godziny policyjnej głośno czytano książki. A Maria cerowała skarpety i bieliznę. Potem się szło spać w zimnym pokoju, co nie miało znaczenia, bo puchowe pierzyny były gorące jak piec. Ponieważ nafta była droga, zaczęło się oświetlanie karbidówką. Woda sącząca się na karbid wytwarzała gaz. Karbid śmierdział i był niebezpieczny, ale dawał jasne światło. Jak śmierć zobojętniała Stanisław zaprzyjaźnił się z kolegą Romkiem. Razem paśli kozę Romka. Raz Romek zaprowadził Stasia do domu, w którym leżał chłopiec w ich wieku, w otwartej trumnie. Obok paliły się żałobne świece. Patrz – powiedział Romek – on ma przymrużone prawe oko. Umówiliśmy się z nim, że kto szybciej umrze, mrugnie prawym okiem do tego, który jeszcze żyje. Epidemia tyfusu w Nowym Sączu nie ustawała, więc dwaj chłopcy chodzili na pogrzeby prawie wszystkich, którzy zmarli. Na cmentarzu panował miły chłód. Staś nauczył się przybierać smutny wyraz twarzy, a nawet w razie potrzeby płakać. Aż przestały go i Romka interesować pogrzeby i śmierć, i znów zaczęli paść kozę w sądeckich krzakach i trawach. Niemcy kazali rozebrać dom zbudowany przez Józefa. Ścięto jawory w ogrodzie. Zerwano dachówkę i mrok na strychu rozproszyły promienie słońca. Betonowa pokrywa na piwnicy została zdjęta i wyleciały stamtąd wszystkie duchy, mary i wspomnienie mokrych płacht, od których się krzyczało. Dom umarł i od tego czasu skończyło się dzieciństwo Stanisława. Z 36 tys. mieszkańców po okupacji zostało 21 tys. Wymordowano Żydów. Stanisław, ukryty w krzakach z Romkiem, widział, jak ich prowadzono na śmierć, i tego widoku nigdy nie zapomni. Zniszczona została część śródmieścia, mosty na Dunajcu, nie było wody i światła, ale radość z pokonania Niemców była ogromna. Jak odchodzili i zjawiali się bliscy 30 października 1945 r. milicjant zapukał do drzwi wynajętego przez rodzinę Stanuchów domu. Znaleziono brata Stanisława, Andrzeja, przy torach z odciętą głową. Mówiono, że to było samobójstwo z miłości, a może ktoś go zabił i rzucił pod pociąg? Miał zdawać maturę. Był niesamowicie zdolny i pracowity. Maria zemdlała. Kiedy chodzili na grób, Stanisław miał wrażenie, że ciągnie on matkę do siebie. I tak było naprawdę. Musiała przejść operację. Była coraz słabsza, kiedy przywieziono ją ze szpitala, w pewnej chwili otworzyła oczy, uśmiechnęła się i nagle przestała oddychać. Było to jedno z najstraszniejszych zdarzeń w życiu Stanisława. A potem UB nakazało Mieczysławowi, ojcu Stanisława, wyjechać natychmiast do Gdańska bez prawa wjazdu do Nowego Sącza, ponieważ w czasie demonstracji majowej na rynku zachował się nie tak, jak UB tego oczekiwało. Stanisław został w mieście sam. Chodził już do liceum, gdzie odnowił znajomość z Romkiem od pasania kozy. Rozśmieszali klasę tak, że nauczyciele nie mogli prowadzić lekcji. W końcu powiedzieli, że musi sobie poszukać innej szkoły do zdawania matury. Tymczasem w Piekarach zamieszkał już stryj, który wrócił z Oświęcimia. Przeszedł tortury i miał pomiażdżone palce u rąk, ale znajomy ze Śląska zabrał go do orkiestry obozowej, bo stryj pięknie grał na wiolonczeli. Ponieważ stryj po wyzwoleniu był dyrektorem szkoły, postanowił Stanisława zabrać do siebie, żeby go wyprostować. Jak urodził się Kamil Stanisław Stanuch po maturze przyjechał do Krakowa i choć ojciec radził mu studiowanie prawa, zdał na dziennikarstwo. Pracował w prasie i radiu. Wydał kilka książek. Pierwsza żona wyjechała do Francji z młodszym synem. Starszy syn mieszka w Nowej Hucie. Skończył religioznawstwo, ale zajmuje się komputerami. To tata Kamila. Druga żona dziadka Janina jest jego szczęściem w niemłodym już wieku. Dziadek żył sam po odjeździe pierwszej żony przez siedem lat. Spotkał drugą żonę na jakiejś konferencji, zaczęli rozmawiać, już się nie rozstali i żyją ze sobą ponad 20 lat, dopasowani jak ucho do dzbana. Dziadek mówi, że gdyby się nie poznali, oboje pewnie by już nie żyli. Wychowują wnuczkę Janiny z pierwszego małżeństwa Kasię, uczennicę liceum plastycznego w Krakowie. Dziadek Kamila będzie dalej pisał swą opowieść dla wnuka, aż doprowadzi ją do tego szczęśliwego dnia, w którym Kamil, praprapraprawnuk Jakuba Stanucha, ojca piętnaściorga dzieci z Kąśnej, przyszedł na świat. Barbara Pietkiewicz Gry i zabawy Z badań przeprowadzonych przez prof. Marię Tyszkową wynika, że wśród młodzieży wraz z wiekiem wzrasta potrzeba kontaktów z dziadkami zarówno ze strony matki jak ojca. Prawie 80 proc. wnuków w wieku 12–15 lat i 70 proc. w wieku 16–19 lat przyznaje, że spotyka się z obojgiem dziadków często i bardzo często. W obu grupach wiekowych najczęstszym sposobem wspólnego spędzania wolnego czasu są rozmowy (ok. 50 proc.), dalej spacery (ok. 25 proc.), gry i zabawy (ok. 14 proc.) oraz gotowanie i pieczenie (ponad 9 proc.). Najrzadziej wspólnie dziadkowie i wnuki odwiedzają rodzinę i znajomych oraz uczestniczą we wspólnych modlitwach i mszach. Miłość i zasadyBabciom i dziadkom zawdzięczamy (odpowiedzi w proc.) • zasady moralne ...... 61• wiarę religijną ...... 60• poczucie, że jest się kochanym ...... 60• znajomość dziejów rodziny ...... 57• obowiązkowość, pracowitość, silną wolę, samodyscyplinę ...... 53• miłość do ojczyzny ...... 52• znajomość wydarzeń historycznych ...... 51• opiekę i wychowanie ...... 47• praktyczne umiejętności, np. gotowanie, majsterkowanie ...... 41• zainteresowania, hobby ...... 24• mieszkanie ...... 15• spadek ...... 11 Źródło: CBOS
Jak zostać idealną babcią i idealnym dziadkiem? Zamiast martwić się, gdy wasze dzieci popełniają błędy, lepiej skupcie się na tym, co robią dobrze. Pomóżcie im wydorośleć, bądźcie blisko, cieszcie się wnukami. Może wam się wydawać, że młodzi ludzie nie wiedzą, jak się zabrać do pielęgnacji i wychowania maluszka. Pozwólcie im się tego nauczyć. Poradzą sobie! Tak jak wy sobie poradziliście. Pamiętajcie też, że obecność dziadków to skarb, o ile dawkowany jest z umiarem. Podpowiadamy, jak to osiągnąć. Oto rady dla ciebie, babciu i dziadku. Każde z was może wiele zdziałać dla poprawy stosunków w rodzinie. 1. Pomagaj, ale z wyczuciem To, że synowa pozwala teściowej, u której mieszka, codziennie kąpać dziecko, nie oznacza, że jest z tego zadowolona. Młodzi ludzie niekiedy po prostu nie potrafią odmówić, choć w głębi duszy czują złość. Nawet jeśli wydaje ci się, że pomoc byłaby wskazana, a młoda mama nie chce z niej skorzystać, nie nalegaj – to może wywołać odwrotny skutek. Czasem trzeba się wycofać ze słowami: „Powiedz, jak będziesz mnie potrzebować”. 2. Wspieraj młodą mamę Pomóż jej uwierzyć, że znakomicie spisuje się w nowej roli, dodawaj otuchy w trudnych chwilach. Podkreślaj, jak wiele już się nauczyła, ale nie przypisuj sobie zasług w tej edukacji. Traktuj swoją pomoc jako naturalne zachowanie starszego pokolenia. Możesz opowiedzieć o swoich wątpliwościach i niepokojach z tego okresu. To pozwoli twojej córce lub synowej poczuć się pewniej. Pomóż jej też zadbać o siebie – zaproponuj wspólne wyprawy na basen, gdzie zajmiesz się maluchem. 3. Mów wprost, co cię gryzie Uważaj też na podburzanie jednego rodzica przeciwko drugiemu. Nie mów do syna: „Nie rozumiem, dlaczego twoja żona nie chce zakładać dziecku sweterka, przecież ono się przeziębi!”, lecz porozmawiaj otwarcie o swoich poglądach na temat ubierania z synową lub z obojgiem. 4. Uważnie słuchaj własnych dzieci Sądzisz, że nie sprawdzasz się jako babcia lub dziadek, bo rodzice dziecka nie podzielają twoich poglądów ani nie chcą słuchać rad. Niepotrzebnie. Wiele spraw można i warto wyjaśnić, by uniknąć nieporozumień. Staraj się nie tylko wypowiedzieć własne zdanie, ale także wysłuchać i zrozumieć. Młoda mama wrażliwa na potrzeby dziecka najlepiej wie, czego mu potrzeba. Jeśli prosi cię o wcześniejszy powrót ze spaceru, dostosuj się, zamiast wracać późno, gdy maluch jest już bardzo głodny. 5. Unikaj oceniania, narzucania zdania Każdemu trudno jest wytrzymać nieustające komentarze. Negatywne opinie staraj się więc przekazywać w sposób delikatny i przemyślany. Uważaj na zdania: „A nie mogłaś...”, „Zrób lepiej tak...”. Pamiętaj, że każdy ma prawo troszczyć się o swoje dziecko zgodnie z własnymi przekonaniami. To do mamy dziecka należy decyzja, kiedy zrezygnuje z karmienia piersią albo posadzi je na nocnik. Przeczytaj: Najgorsze "dobre rady", jakie słyszy młoda mama
Toksyczna matka to temat bardzo dobrze mi znany. Wprawdzie przez wiele lat nie wiedziałam, że tak to się nazywa, ale teraz wiem. A najważniejsze jest to, że zrobię wszystko, aby nie zniszczyła naszej rodziny. Mojej rodziny, której zamierzam bronić za wszelką cenę... Mama zawsze była dziwna, inna niż reszta matek. Jako mała dziewczynka nie zauważałam tego. Podobało mi się, że jest modnie ubrana, umalowana, zadbana. I ma mnóstwo znajomych, którzy za każdym razem, gdy do nas przychodzili, przynosili mi lalki i zabawki. Tych wujków było sporo, taty nie znałam. I nigdy nie dowiedziałam się od mamy, kim on jest. Chociaż pytałam ją o to wiele razy. Już w szkole wiedziałam, że coś jest nie tak Najpierw koleżanki nawet mi zazdrościły, bo ich mamy były wiecznie zmęczone, zapracowane, zajęte, a moja po pracy miała czas na zabawę. Inne dzieci musiały jeść na obiad jakieś zupy typu domowy krupnik, a ja się raczyłam pizzą i hamburgerami. Ale dość szybko rówieśnicy zaczęli mi dokuczać. Mówili, że moja mama to lafirynda i puszczalska, a ja, choć nie wiedziałam, co to znaczy, płakałam i kłóciłam się z nimi. Dziś oczywiście mam świadomość, że dzieciaki powtarzały opinie dorosłych. Bo nie da się ukryć, że pośród tych wszystkich szarych i nijakich mam, moja się wyróżniała. Nie tylko wiekiem; urodziła mnie, gdy miała niespełna dziewiętnaście lat, ale też krzykliwym makijażem i odważnym strojem. Na zebraniach szkolnych musiała rzucać się w oczy. Jednak wbrew plotkom i pogłoskom – nie była żadną prostytutką. Choć lubiła mężczyzn i umiała się bawić, na życie zarabiała jako pośredniczka nieruchomości. I to bardzo dobra pośredniczka! Kiedy w latach 90. zmienił się system i koniunktura, wykorzystała to i założyła własną firmę. Jak byłam w liceum, pomagałam jej w rachunkach i wiem, że była profesjonalistką. Co nie przeszkadzało jej po pracy zmieniać się w rozchichotaną uwodzicielkę. Zawsze ukrywała swój wiek i robiła wszystko, by wyglądać na mniej lat, niż miała. Bardzo mnie to denerwowało, zwłaszcza w czasach liceum. Kiedy przychodzili do mnie znajomi, mama natychmiast zaczynała odstawiać ten swój teatr. Zawsze znalazła pretekst, żeby z nimi pogadać. Słuchała takiej samej muzyki co my, chodziła w młodzieżowych ciuchach i wymieniała się z moim koleżankami lakierami. A mnie wydawało się to sztuczne i głupie. Zwyczajnie wstydziłam się za mamę! Przy moich kolegach zachowywała się tak, jakby chciała ich poderwać. To było żenujące! Naprawdę miałam jej serdecznie dość! Tym bardziej że w całym tym swoim udawaniu i zabawie zapominała, że jestem jej córką. Potrafiła ze mną konkurować, dokuczać mi, plotkować na mój temat z moimi koleżankami. To nie był zdrowy układ Na pierwszym roku studiów poznałam Pawła. Długo ukrywałam go przed mamą. Bałam się, że jak ją pozna, to mnie zostawi. Wiadomo – mówi się, że córka upodabnia się do matki. Wolałam, żeby poznał ją jak najpóźniej. Jednak los zadecydował za nas. Na początku drugiego roku studiów okazało się, że jestem w ciąży. Wprawdzie byłam starsza niż mama, gdy urodziła mnie, ale to i tak było za wcześnie. Czułam się zdruzgotana. – Kochanie, damy radę – pocieszał mnie Paweł, który w przeciwieństwie do mnie bardzo się ucieszył, że będziemy mieli dziecko. – Do końca roku akademickiego dociągniesz, potem weźmiesz dziekankę… – Nie chciałam tak – chlipałam mu w mankiet, całkiem rozstrojona. – Tak jak mama… – Przecież cię nie zabije – zauważył Paweł, zupełnie nie rozumiejąc, o co mi chodzi. – Zrozumie, tym bardziej że sama też wpadła. Opowiadałam mu o niej, ale podejrzewam, że nie do końca wierzył w te wszystkie historie. Jeśli nawet tak było, to już pierwsza wizyta u nas w domu otworzyła mu oczy. Widziałam szok widoczny na jego twarzy, gdy mama otworzyła drzwi. Zapowiedziałam naszą wizytę, więc musiała się odstawić. Przeszła samą siebie – mini, bluzka z dekoltem i taki makijaż, że naprawdę się za nią wstydziłam. Ale prawdziwy popis dała, gdy dowiedziała się, po co przyszliśmy. – Jak mogłaś?! – krzyknęła w pierwszej i chwili myślałam, że mnie uderzy. – Jak ty mogłaś mi to zrobić?! – Mamo, nie przesadzaj, każdemu się zdarza, sama chyba o tym wiesz najlepiej – wycedziłam, szykując się na wojnę. – Ale jak ty to sobie wyobrażasz?! – krzyczała, cała czerwona, z takim zapamiętaniem, że jej idealny makijaż aż się rozmazał. – Damy radę, mam Pawła, a na studiach wezmę rok urlopu – wyliczałam. – Paweł pracuje, pieniądze będą na pieluszki… – A co mnie obchodzą pieluszki?! O czym ty w ogóle mówisz? Ja pytam o siebie! Jak ty to sobie wyobrażasz fakt, że ja będę babcią?! Dopiero wtedy zrozumiałam, o co jej chodzi. No tak – nie ja byłam ważna, nie moje studia i moja miłość, nawet nie jej wnuk. Ona – jak zwykle – była najważniejsza. Ona i jej uczucia. Jej próżność. Nie wytrzymałam. – Nie musisz być babcią, skoro nie chcesz – rzuciłam i wstałam, odstawiając niedopitą herbatę. – Jeżeli zależy ci tylko na tym, co ludzie powiedzą o tobie, to widocznie niepotrzebnie tu przychodziliśmy. – Oczywiście, że nie chcę być babcią! – obruszyła się. – I po raz kolejny ci przypominam, że powinnaś mi mówić Edyta. Mama zawsze namawiała mnie, żebym zwracała się do niej po imieniu. Nie chciałam. Przecież była moją mamą, a nie koleżanką. – Jesteś moją mamą – wzruszyłam ramionami. – I czy chcesz, czy nie, będziesz babcią. – Nigdy nie pozwolę, żeby się tak do mnie zwracało – powiedziała, patrząc na mój brzuch, i aż się wzdrygnęła. – W takim razie w porządku, tę sprawę mamy załatwioną raz na zawsze – podsumowałam, idąc ku drzwiom. – Jak zmienisz zdanie i dojdziesz do wniosku, że chcesz być mamą i babcią, zadzwoń. Popłakałam się zaraz po wyjściu od niej; Paweł nawet martwił się, że stres zaszkodzi dziecku. – Teraz cię rozumiem – powiedział, podając mi kolejną paczkę chusteczek. – Rzeczywiście, jest toksyczna. Nie ukrywam, że liczyłam na telefon od niej. W końcu to moja mama… Zadzwoniła, owszem. Żeby mi powiedzieć, że wyjeżdża na rok do Francji i w związku z tym chce wynająć mieszkanie, więc mam zabrać swoje rzeczy… Odezwała się też z Francji. Napisała na Facebooku, że jest jej cudownie, że świetnie się bawi. Rzeczywiście, ze zdjęć, które wrzucała, widać było, że raczej się tam nie nudzi. Zatrzymała się u swojej koleżanki, też agentki nieruchomości. Tamta zna francuski, mama umie sprzedawać mieszkania, założyły spółkę. Po roku napisała, że w związku z tym zostaje tam dłużej. Nie zamierza wracać, bo nic jej do Polski nie ciągnie. O swojego wnuka, który był już na świecie, nawet nie zapytała... Odetchnęłam z ulgą. Bo chociaż zdarzało mi się płakać, to gdy uświadamiałam sobie, że moja matka nie chce znać własnego wnuka – wiedziałam, że tak jest lepiej. Patrząc na to, co wyprawiała, modliłam się, żeby Piotruś nigdy jej nie poznał. Wstydziłam się za nią. Poza tym pamiętam, co mi zrobiła, jak byłam mała, jakie upokorzenia musiałam przez nią znosić. Nie chciałam, żeby mój syn przeżywał podobne rozczarowanie. Babcie spotykane na placu zabaw były zwyczajne i serdeczne. Piekły ciasteczka dla wnuków, robiły babki z piasku i wycierały brudne noski. Moja mama zdecydowanie tu nie pasowała… Czy ona kiedyś zrozumie, że nie jest już podfruwajką? Niestety, w zeszłym roku niespodziewanie wróciła do kraju. Nie wiedziałam, że pokłóciła się z koleżanką, więc gdy pewnego dnia zadzwoniła i zaprosiła nas na kawę, zwyczajnie... zbaraniałam. Zapytałam Pawła, co zrobimy. Powiedział, że się do mnie dostosuje, ale widziałam, że wcale nie ma ochoty na bliższe poznawanie mojej mamy. A Piotruś… Ma pięć lat i jedną ukochaną babcię. I dziadka, który puszcza z nim latawce. A także naszą sąsiadkę, przemiłą panią Ewę, na którą też mówi babcia. Opiekuje się nim, gdy mały jest chory i nie może iść do przedszkola. Chyba nie chcę, żeby poznał moją mamę. Wiem, to jego babcia, ale tylko biologiczna. A to za mało, żeby rościć sobie jakiekolwiek prawa. Piotruś jej nie potrzebuje. Dlatego postanowiłam, że pójdę do niej sama. Bo pójdę, w końcu to moja mama. Poza tym mam nikłą nadzieję, że jednak się zmieniła. Skończyła już przecież 45 lat, swoje przeszła, nie jest podfruwajką. Jeżeli okaże się, że mam rację, to nad tym wszystkim jeszcze raz się zastanowię. Może kiedyś przyjdę do niej z Piotrusiem. Dam jej szansę... A jeżeli nie? No cóż, na ostatnim zdjęciu, które wrzuciła na portal, siedzi w knajpie z koleżankami. Opalona, włosy blond, jasnoróżowe usta. Nie wygląda jak babcia. Niewykluczone, że będę musiała powtórzyć jej te słowa, które wypowiedziałam przed laty – albo chce być babcią, albo Piotrusia nigdy nie pozna. Nie pozwolę, żeby on też przez nią cierpiał i musiał się jej wstydzić. Jestem jego matką i powinnam go chronić. Kinga, 26 lat Czytaj także: „Moja pasierbica miała depresję poporodową. Uciekła i zostawiła niemowlę samo w domu" „Mikołaj miał 6 lat i nie mówił. Wszyscy myśleli, że ma autyzm. Wnuczek potrzebował miłości, której nie dali mu rodzice" „Poroniłam w 8 miesiącu ciąży i mój świat się zawalił. Gdyby nie Staś już dawno odebrałabym sobie życie"