Potrzebujesz pomocy? zadzwoń do mnie! 0175 11 95 608. Tutaj możesz samemu wyliczyć składkę, porównać różne taryfy ubezpieczenia Sterbegeld - zasiłku pogrzebowego w Niemczech a następnie zawrzeć wybrane ubezpieczanie. Przekonaj się sam ile możesz zaoszczędzić.
Zwyczaje pogrzebowe związane z czuwaniem i pogrzebem. Bardzo ważne było kiedyś czuwanie przy zmarłym i otwartej trumnie. Zabobony dotyczą również zniczy – nie wolno ich zapalać tuż po zakończeniu pogrzebu, a później znicz powinien być zapalony zapałkami – nie zapalniczką używaną na co dzień. Miało to bowiem przynosić
Cmentarz Komunalny II przy ul. Ściegiennego. Cmentarz Komunalny III przy ul. Cmentarnej (Cedzyna) Na cmentarzu w Kielcach-Cedzynie znajduje się Dom Przedpogrzebowy, gdzie na życzenie bliskich odbywają ceremonie pogrzebowe w obrzędach wyznaniowych oraz świeckich. W Domu Przedpogrzebowym znajduje się Sala Pożegnań oraz chłodnia.
TVN24 | Programy. 31 października 2013, 21:43. tvn24 Czeski pogrzeb. W Czechach 80 procent osób poddawanych jest kremacji, a jedynie 20 proc. to pogrzeby tradycyjne. Ale nie dlatego w to, co
Anja Franczak, założycielka Instytutu Dobrej Śmierci, z wykształcenia kulturoznawczyni, z zawodu jest doulą – towarzyszką umierania i żałoby. Wspiera osoby, które ze śmiercią się stykają. Jest także mistrzynią ceremonii – prowadzi rytuały pożegnania i świeckie ceremonie pogrzebowe, które są w Polsce coraz bardziej popularne.
15.8.2023. Wielka Brytania ma swoje własne unikalne zwyczaje pogrzebowe, które różnią się od innych kultur. W trakcie ceremonii pogrzebowej w Anglii, kluczową rolę odgrywa mistrz ceremonii pogrzebowej, który nadzoruje całe wydarzenie i zapewnia, że przebiega ono z szacunkiem i godnością. Anglicy kładą duży nacisk na życie
88 firm dla zapytania ceremonie_pogrzebowe Sprawdź listę najlepszych firm dla Twojego zapytania w całej Polsce Zdobądź dane kontaktowe i poznaj opinie w serwisie Panorama Firm
Kremacja zwłok i pogrzeb urny kosztuje co najmniej 5 tys. euro. Za klasyczny pogrzeb w zachodnich Niemczech też trzeba zapłacić minimum 5 tys. euro. Ściągnięcie nagrobka z Polski pozwala
Poznaj 6 zakładów pogrzebowych w lokalizacji Lidzbark • Skorzystaj z usługi: Ceremonie pogrzebowe • Usługi pogrzebowe w okolicy ☎ Telefony, ceny • pkt.pl.
Poznaj 11 zakładów pogrzebowych w lokalizacji Wojnicz • Skorzystaj z usługi: Ceremonie pogrzebowe • Usługi pogrzebowe w okolicy ☎ Telefony, ceny • pkt.pl.
NxzcGQ. 20 kwietnia nad ranem na drodze S10 pod Toruniem doszło do tragicznego wypadku. Czołowo zderzyły się dwa busy. Na miejscu zginęli obaj kierowcy i pasażer. Dwie ofiary to pracownicy zakładu pogrzebowego "Drejka" z Makowa Mazowieckiego, którzy jechali na przeprawę promową odebrać zwłoki...Zobacz wideo: Waloryzacja 2022 - od marca podwyżki Śmierć na S10 pod Toruniem- To wszystko nie mieści się w głowie. Olbrzymia tragedia... Obaj mieli żony, obaj mieli dzieci. To jest nie tylko dramat dla tych rodzin, ale i dla nas wszystkich. Trudno opowiadać, co się działo na pogrzebie. Żal, żal ogromny - mówi nam pan Adam, sam związany z branżą pogrzebową w Makowie Pan Piotr, kierowca mercedesa vito i 58-letni pan Leonard, jego pasażer - to mieszkańcy Makowa Mazowieckiego, którzy zginęli w wypadku na S10 pod Toruniem. Byli pracownikami zakładu pogrzebowego. Krytycznego poranka byli w drodze nad morze - mieli odebrać zwłoki z przeprawy turystów odwiedziło Toruń? Jest lepiej niż rok temu, ale do rekordu nieco brakujeA mur cmentarza się sypie, sypie, sypie. Czy runie w Toruniu? [Zdjęcia]Byliście na derbach Twarde Pierniki - Anwil Włocławek? Zobaczcie zdjęcia!Tak wyglądała motocyklowa parada z Motoareny do Łubianki [zdjęcia]- Tego poranka nigdy nie zapomnę. Odebrałem telefon z policji. Informowała, że moi pracownicy byli uczestnikami wypadku. "Jak to?" - spytałem. "Przecież nic mi nie mówili. Zaraz do nich zadzwonię" - powiedziałem. Po chwili usłyszałem, że zginęli na miejscu. I choć w naszej branży ze śmiercią obcujemy na co dzień, tej tragedii nigdy nie przebolejemy. To byli dobrzy, zaufani ludzie. Dwie godziny wcześniej zaledwie wyruszyli z Makowa - mówi nam Maciej Drejka, właściciel zakładu pogrzebowego "Drejka".Pracownicy zakładu pogrzebowego "Drejka" jechali odebrać zwłoki z przeprawy promowejDo dramatu doszło w środę, 20 kwietnia, około godziny nad ranem. Gdzie dokładnie? Na ósmym kilometrze drogi ekspresowej S10 pomiędzy węzłami Toruń Północ i Toruń Zachód, trzy kilometry przed wjazdem na autostradę A1. Torunianie powiedzą po prostu, że do wypadku doszło na Ze wstępnych ustaleń policjantów toruńskiej drogówki wynika, że doszło do czołowego zderzenia mercedesa vito oraz peugeota boxera. W wyniku tego zdarzenia śmierć na miejscu poniósł 52-letni kierowca mercedesa, 58-letni pasażer tego auta oraz 33-letni kierowca peugeota - przekazała tuż po wypadku asp. szt. Agnieszka Lewicka-Wolsza, rzeczniczka toruńskiej Komendy Miejskiej kierowca i 58-letni pasażer to właśnie pracownicy zakładu pogrzebowego "Drejka" w Makowie Mazowieckim. Każdy z nich osierocił dwoje dzieci i zostawił pogrążone w rozpaczy żony. Miasteczko nie jest duże - liczy sobie niewiele ponad 10 tysięcy mieszkańców. Od tygodnia wszyscy tutaj poruszeni są młodzi byli, żeby umierać. Straszna rozpacz w ich rodzinach, proszę pani. Nie da się opowiedzieć - słyszymy od pracowników branży pogrzebowej w miasteczku (a działa w nim kilka zakładów). "Drejka" przez lata pracował na swoją markę. To nie tylko zakład i dom pogrzebowy, ale i usługi z zakresy zagranicznego transportu mercedes vito był prawie nowy, zaledwie trzyletni. Był sprawny, sprawdzaliśmy go przed wyjazdem. Wiemy, że poduszki powietrzne się po zderzeniu otworzyły - mówi Maciej Drejka, przedsiębiorca pogrzebowy. - Kierowca nie był zmęczony, bo był zaledwie 2 godziny w trasie. Tak trudno pojąć tę tragedię... Proszę mi wierzyć, że bolejemy nad nią podobnie jak rodziny pan Piotr i pan Leonard pochowani zostali na makowskim cmentarzu parafialnym. Pogrzeby odbyły się w sobotę, 24 kwietnia, a poprzedziły je modlitwy różańcowe od piątku. Jak relacjonują makowianie, były to jednocześnie godne i niewyobrażalnie smutne ceremonie doszło do czołowego zderzenia? Kto zawinił? Oto, co mówi prokuraturaŚledztwo w sprawie wypadku prowadzi Prokuratura Rejonowa Toruń Wschód, a czynności pod jej nadzorem wykonują policjanci. Pierwsze dni, które minęły od tragedii, to jednak zbyt krótki czas, by powiedzieć cokolwiek pewnego na temat jej Dlaczego doszło do zderzenia? Tego na razie nie wiadomo. Powołany zostanie biegły z dziedziny rekonstrukcji wypadków drogowych, którego opinia powinna pomóc odpowiedzieć na pytania o przebieg zdarzenia, jego przyczyny, okoliczności, w tym prędkość z jaka poruszały się samochody. Oczywiście, badany będzie także stan techniczny obu pojazdów - mówi prokurator rejonowa Izabela nasze grupy na Facebooku:Bieżące wypadki i utrudnienia w Kujawsko-PomorskiemGdzie dobrze zjeść w Toruniu i okolicach?Toruń Retro! Śledczy chcą też wiedzieć, w jakim stanie byli kierowcy aut, które się zderzyły. Pobrano próbki krwi, które zbadane zostaną nie tylko na obecność alkoholu, ale i substancji psychotropowych, odurzających. Jak podkreśla prokurator Izabela Oliver, dużą pomocą mogą okazać się w przyszłości zeznania świadków wypadku. Tyle, że przybyli na miejsce strażacy, policjanci i prokurator takich 20 kwietnia nie zastali. Jest jednak możliwe, że byli. Policja apeluje do osób, które były świadkami zdarzenia o osobisty lub telefoniczny kontakt z Wydziałem Dochodzeniowo-Śledczym KMP w zmarłych przyłącza się do tego apelu. - Bardzo prosimy osoby, które były świadkami wypadku, by skontaktowały się z policją albo z nami. Wyjaśnienia tragedii oczekują przede wszystkim rodziny naszych zmarłych pracowników, ale my również. Nie chcemy, by zmarli tajemnicę na zawsze zabrakli ze sobą - mówi Maciej zmarli, ale przyczynę dramatu ustalić trzeba. "Rodziny mają do tego prawo"Wszyscy uczestnicy tego tragicznego wypadku zmarli na miejscu. Auta zderzyły się czołowo z takim impetem, że nikt nie miał szansy na ratunek. Niezależnie od tego, kto spowodował wypadek, Prokuratura Rejonowa Toruń Wschód finalnie i tak umorzy śledztwo z uwagi na śmierć sprawcy - to oczywiste w tej przebieg tragedii, powody, okoliczności - wszystko to śledczy zobowiązani są przynajmniej próbować wyjaśnić. Prokurator Izabela Oliver również podkreśla, że rodziny mają prawo wiedzieć, co się wydarzyło. Dodajmy, że ustalenie przyczyn i sprawcy wypadku istotne będzie też w przyszłości ze względu na sprawy Według relacji właściciela zakładu pogrzebowego:*Kierowca był 2 godziny w trasie *Mercedes vito był trzyletni, sprawny, sprawdzany przed wyjazdem w drogę *Pracownicy byli doświadczeni - nie był to ich pierwszy transport zwłok, który mieli wykonać Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Z zawodu jest "towarzyszką umierania". Opowiada, co dzieje się w czasie pandemii Data utworzenia: 9 listopada 2020, 19:45. Osoby, które zmarły na COVID-19, chowane są w urnach lub zamkniętych trumnach. Nawet najbliżsi nie mają możliwości pożegnać się z nimi w szpitalach, bo nie ma w nich odwiedzin. Z powodu limitów i zagrożenia zakażeniem znajomi często nie mogą nawet pójść na pogrzeb przyjaciela. Jak pożegnać się z osobą, która zmarła w czasie pandemii? Jak poradzić sobie z poczuciem straty w "nowych, nieludzkich czasach"? Rozmawiamy o tym z Anją Franczak, która prowadzi Instytut Dobrej Śmierci, przestrzeń dialogu i edukacji o śmierci i żałobie. Anja Franczak Foto: Justyna Jaworska / . Jest pani towarzyszką umierania? Przepraszam, ale co to za zawód? Anja Franczak: - Jestem towarzyszką w żałobie, a dodatkowo jestem w trakcie dwuletniego szkolenia towarzyszenia przy umieraniu. To zawód, który w innych krajach funkcjonuje w różnych formach. W Niemczech nazywa się “Sterbebegleitung“, czyli dosłownie tak, jak pan powiedział, „towarzysz umierania“. A po angielsku to “death doula” albo “end of life doula”. Na Zachodzie istnieją instytucje, które szkolą do tej pracy zarówno wolontariuszy, jak i profesjonalistów. Sama uczestniczę teraz w takim kursie w Niemczech. Czego można nauczyć się w takiej szkole? - Wsparcia osób umierających i ich bliskich na ostatnim etapie życia. To nie jest praca tylko w ostatnich dniach czyjegoś życia. Czasami trwa przez lata, kiedy ktoś na przykład ma diagnozę choroby terminalnej i chciałby świadomie przejść przez ten proces. Zobacz także Chodzi o proces śmierci? Tylko co można w niej poprawić? - Śmierci nie unikniemy. Jednak mamy wpływ na to, jak chcemy żyć, również kiedy nasze życie zbliża się do końca. Osoba odchodząca może zdecydować o tym, jak chce spędzać ten czas, który jej został. Może wyrazić, kogo chce mieć blisko i jak chce być traktowana, kiedy już nie będzie w stanie się skomunikować. Może ustalić, na jaki rodzaj leczenia się zgadza, a na jaki nie. Czasem potrzebuje pomocy w uporządkowaniu “swoich rzeczy”, np. jak ustalić sprawy związane z dziedziczeniem albo jak zaplanować swój pogrzeb. Są ludzie, którzy mają swoje konkretne życzenia co do pochówku np. chcą zdecydować, czy będą skremowani, czy pochowani w trumnie. Towarzysz umierania jest właśnie osobą, z którą to wszystko można omówić. Nie łatwiej to samemu ustalić z kimś bliskimi? - Jeżeli w rodzinie istnieje kultura otwartej rozmowy i akceptacji, to jest oczywiście idealne. Czasami jednak łatwiej to wszystko omówić właśnie z osobą obcą, niż z kimś naprawdę bliskim albo z rodziny, bo wtedy takie rozmowy są naładowane olbrzymimi emocjami. To jest właśnie jedno z zadań towarzysza umierania: zmniejszyć lęk przed rozmową oraz uświadomić odchodzącej osobie, że może mieć wpływ na wiele wydarzeń towarzyszących umieraniu. Przejmujące. Tak postępują z ciałami zmarłych na COVID-19 Rozumiem, że w “normalnych warunkach” możemy się starać, by mieć kontrolę nad naszym umieraniem, ale teraz, w warunkach epidemii, jesteśmy pozbawieni wpływu na wiele spraw związanych z zarówno umieraniem, jak i pogrzebem czy żałobą. Jak sobie poradzić z tym wszystkim w czasach zarazy? Jak to wszystko ogarnąć? - “Mieć kontrolę” czy “ogarnąć” to bardzo mocne słowa, bo nad umieraniem nigdy nie da się mieć pełnej kontroli. Wolę mówić, że możemy mieć wpływ na warunki umierania, ale to nie oznacza, że je kontrolujemy. Dużo osób spędza teraz swoje ostatnie dni w szpitalu albo w hospicjum, do którego bliscy nie mają dostępu. To znaczy, że de facto ci ludzie umierają bez bliskości, bez swoich najbliższych. I to rzeczywiście jest przerażające. Ta pandemia uświadomiła nam, że umieranie może wydarzyć się w dobrych i złych warunkach. Wiele osób wyobraża sobie dobrą śmierć jako sytuację, gdy ktoś po długim spełnionym życiu umiera spokojnie w domu, otoczony dziećmi, wnukami i prawnukami. Ale w rzeczywistości to bardzo rzadko tak wygląda. Od lat tak jest, że większość osób umiera w szpitalach. Śmierć została odsunięta od naszych domów. Pandemia mocno wyeksponowała problemy związane z tym, jak dzisiaj umieramy. Ludzie, którzy chorują na COVID-19 i trafiają do szpitala, w przypadku zapaści, o ile w ogóle są w stanie rozmawiać, dostają od lekarzy kilka minut na ostatni telefon. Potem trafiają pod respirator i już nie wiadomo, czy się obudzą. W tym momencie bliskim urywa się z kontakt chorym. Co możemy zrobić w takiej sytuacji? - W takim przypadku najważniejsza jest wspólnota, w której możemy nawzajem się wspierać, razem przeżyć coś, co jest bardzo bolesne. Oto prawda o skali zgonów w Polsce w drugiej fali epidemii. Mamy ministerialne dane Czyli, gdy dowiem się, że ktoś może stracić lub stracił bliskiego, powinniśmy wykonać telefon do przyjaciela? - Tak, jak najbardziej. W takiej sytuacji ważny jest kontakt. Jeżeli nie czujemy się na tyle silni, żeby zadzwonić, możemy wysłać najpierw wiadomość. Możemy napisać: ja myślę o tobie. Moja koleżanka, która straciła kogoś bliskiego, nie była na przykład w stanie odbierać wszystkich telefonów od znajomych. Tak też się zdarza. Ale przez dłuższy czas dostawała od przyjaciółki codzienny komunikat przez WhatsApp : “Myślę o tobie. Przesyłam ci dużo dobrej energii. W ogóle nie musisz mi odpisywać na tę wiadomość”. Koleżanka powiedziała mi potem, że te codzienne wiadomości, w pierwszych miesiącach po stracie bliskiej osoby, były dla niej ogromnym źródłem siły. Wiele osób nie dzwoni jednak do bliskich... - I bardzo często się zdarza, że osoba, która jest w żałobie, po stracie, odczuwa głęboką samotność. Znajomi przestają się do niej odzywać. Czasami z niepewności. Nie wiedzą, co mają komuś takiemu powiedzieć, jakie mają znaleźć “odpowiednie słowa”. A są takie słowa? - Nie ma. Trzeba zdjąć z siebie tę presję, że trzeba znaleźć idealne słowa. Jeżeli ktoś doświadczył straty, to my nigdy nie powiemy mu czegoś, co tę stratę wyrówna. Zresztą nie o to chodzi. My pomożemy tej osobie wchodząc z nią w kontakt, dzwoniąc do niej lub też pisząc. Możemy wprost wyrazić, że nie wiemy, co powiedzieć. Ale że jednak dzwonimy, bo ta osoba jest dla nas ważna. Chodzi o relację. Zapytać, czy potrzebna jest jakaś pomoc. Możemy zadać jej pytania i być otwarci, żeby ją wysłuchać. Nie starajmy się być ekspertami. Nie musimy dawać mądrych porad. Taki kontakt czasami jest trudniejszy w rodzinie, jeśli nie było w niej kultury otwartej, czułej rozmowy. Dlatego tak ważny jest poziom przyjaciół i znajomych. Dodam przy okazji, że jestem pod olbrzymim wrażeniem tego, co dzieje się teraz w internecie. Że powstają wirtualne grupy wsparcia, na przykład na Facebooku, gdzie kontaktują się osoby w żałobie. Dużo psychologów organizuje też w sieci grupy wsparcia. Jeszcze niedawno byłam bardzo sceptycznie nastawiona do podobnych internetowych form pomocy. Ale przez ostatnie miesiące przekonałam się, że są one bardzo wartościowe. Zachęcam do udziału w nich. Czasami przed anonimowymi osobami w sieci nawet łatwiej jest odsłonić jakąś część siebie, którą ukrywaliśmy przed rodziną. Zdarza się, że chcemy naszym bliskim czegoś oszczędzić, nie chcemy ich niepokoić. Więc udajemy, że wszystko jest w porządku. Że dajemy radę, bo nie chcemy, by się inni o nas martwili. To jest błędne koło, z którego trudno wyjść. Tymczasem najważniejsze w takiej sytuacji jest właśnie wejście w autentyczną relację z innymi. Płuca zalane „zapalnym gulaszem”. Walka o każdy oddech. Przerażające słowa lekarza o koronawirusie A są jakieś błędy, które możemy popełnić? - Problem polega na tym, że żałoba często jest traktowana jako sprawa bardzo prywatna, z która każdy musi sobie poradzić sam i o której nie powinno się za bardzo rozmawiać. Istnieje oczekiwanie społeczne, by po stracie bliskiej osoby jak najszybciej wrócić do pracy, wziąć się w garść, być silnym. Taką postawą robimy sobie wszyscy nawzajem dodatkową krzywdę. W obecnej sytuacji trudno mówić o tym, by bliscy weszli na oddział covidowy i mogli pożegnać się z bliskim. Jeśli taka osoba umrze, otrzymają urnę z jej prochami lub zamkniętą trumnę. W wielu rodzinach ostatnie pożegnanie zawsze wiązało się z otworzeniem trumny. W przypadku śmierci na COVID-19 nie wolno tego robić. Czy istnieje jakiś sposób, na symboliczne pożegnanie z ciałem zmarłego? - Jeśli osoba zmarła z powodu choroby zakaźnej, nie ma możliwości otworzenia trumny. Taka jest rzeczywistość, z którą trzeba się zmierzyć. Dla wielu osób to jest bardzo trudne. W śmierci bliskiej osoby zawsze jest coś nierealnego i potrzebujemy dużo czasu, by naprawdę do nas dotarło, że ktoś już nie żyje. Kiedy nie możemy się fizycznie pożegnać, proces zrozumienia tego, co się stało, może trwać znacznie dłużej. Jeden sposób, który nam pomaga zrozumieć rzeczywistość, to jest rozmowa, opowiadanie o tym, co się wydarzyło, nawet wiele razy. Jeżeli wśród bliskich nie mamy nikogo, z kim możemy otwarcie porozmawiać, to możemy sięgnąć po wsparcie profesjonalne – nie ma w tym nic wstydliwego. Sięganie po pomoc nie jest znakiem słabości, wręcz przeciwnie, jest wyrazem tego, że potrafimy o siebie zadbać. Ceremonie pożegnalne też są obecnie bardzo ograniczone. Duże wspólnoty nie mogą zbierać się na pogrzebach. W tym miejscu chcę zaznaczyć coś bardzo ważnego. Jeśli rodzina dostała urnę z prochami po kremacji, to nie musi organizować jej pochówku od razu. Znam kilka osób, które straciły teraz bliskich. Ci ludzie zdecydowali się na małe ceremonie przed kremacją, w gronie najbliższych osób. Ale urny z prochami ich zmarłych czekają do wiosny. I dopiero wiosną odbędą pogrzeby. Ludzie mają do tego prawo, żeby zaczekać. Jeśli nie chcą chować kogoś w obecnych warunkach, nie muszą tego robić. Trudno czekać do wiosny z wypowiedzeniem żalu... - Jeżeli teraz nie możemy uczestniczyć w formalnej ceremonii, to możemy znaleźć inne formy zbierania wspólnoty, która jest nam potrzebna w żałobie. Możemy umówić się na wspólny spacer w imieniu zmarłego. Możemy zebrać się w gronie rodziny i przyjaciół na Zoomie, żeby razem go lub ją upamiętnić. Każdy zapala świeczkę przed ekranem i każdy opowiada jedną historię, jedno piękne wspomnienie związane ze zmarłą osobą. Oczywiście, że to nie jest to samo, jakbyśmy naprawdę spędzili fizycznie czas ze sobą, ale to lepsze niż nic. Ma to wartość. Ludzie zbierają się we wspólnocie i oddają hołd osobie zmarłej. Miała Pani taką sytuację asystowania przy śmierci w czasie epidemii? - W czasie pierwszej fali miałam kontakt z osobami, które nie mogły wziąć udziału w pogrzebach. Te osoby odczuwały olbrzymią pustkę. Chciały coś zrobić i nie wiedziały co. Szukały jakiegoś sposobu, by poradzić sobie z własną bezradnością. Pożegnać się ze zmarłym... Przed badaniem nie myj zębów! Eksperci radzą jak się przygotować do testu na koronawirusa I jak się żegnali? - Rytuały związane z pożegnaniem i upamiętnieniem mogą mieć różne formy. Czasami są to proste, małe rytuały prywatne, jak np. zapalenie świeczki w intencji zmarłego. Można napisać list do osoby zmarłej i wyrazić w nim wszystko to, czego nie zdążyliśmy wyrazić, gdy jeszcze żyła. Często ludzie znajdują swoje własne, kreatywne sposoby, żeby uhonorować osobę zmarłą. Można np. ugotować jej ulubione danie i zaprosić na kolację wspólnego przyjaciela. Chodzi o to, by symbolicznie wyrazić swoje poczucie połączenia ze zmarłym. W ten sposób możemy zacząć pielęgnować naszą wewnętrzną wieź, która na zawsze już w nas zostanie. Nawet jeżeli kogoś już nie ma fizycznie wśród nas, nasza wewnętrzna więź jest wieczna i silniejsza niż śmierć. Część osób reaguje na śmierć bliskich tak, że starają się racjonalizować sytuację, inni głęboko przeżywają odejście bliskich i biorą emocje na siebie. Ale są też ludzie, którzy reagują gniewem, szukają winnych, rzucają oskarżenia... Domyślam się, że w obecnej sytuacji sporo osób może tak reagować. Co zrobić, by nie popaść w stan "żałoby patologicznej", długiej i pełnej pretensji oraz złości? - Tu trzeba bardzo uważać, by nie upraszczać sprawy, mówiąc, że jest żałoba zdrowa i żałoba patologiczna. Każdy ma prawo do innej reakcji na trudną sytuację. Racjonalizowanie to tylko jedna z możliwych. Jedni będą racjonalizować, inni wyrażać swoje emocje. W żałobie możemy doświadczyć całego wachlarzu emocji. Nie tylko smutku, ale też gniewu, lęku lub poczucia winy. Są osoby, które wybierają unikanie, wycofanie się, wyparcie. Każdy ma inny sposób i trzeba to uszanować. Wszystkie te emocje, które się pojawiają, mają prawo istnieć. Emocje chcą być wyrażone. I póki nie robimy krzywdy innym, albo sobie, powinniśmy pozwolić na nie zarówno sobie, jak i naszym bliskim. Rozmawiał Tomasz Kuzia Przez 35 lat pracowała w tym szpitalu. Gdy zachorowała, nie otrzymała pomocy. Umarła Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Kościół katolicki w Niemczech cierpi na brak narybku. Dlatego w wielu miastach i wsiach od pewnego czasu msze święte celebrują księża z zagranicy. Parafianie są z nich zadowoleni. Kościół św Mateusza w Alfter niedaleko Bonn. Tutaj spotyka się regularnie parafia katolicka miejscowości liczącej 23 tysiące mieszkańców. Większość wiernych słucha kazania przez słuchawki, ponieważ ich ksiądz mówi po niemiecku z mocnym, indyjskim akcentem. Johny Paulose przybył do Niemiec przed pięcioma laty z południowoindyjskiego stanu Kerala. Niemiecka kultura i mentalność Zanim księża jak Johny Paulose podejmą pracę w parafii, wprowadza się ich w Archdiecezji Kolońskiej w tajniki niemieckiej mentalności i kultury. Wszystko wskazuje na to, że z powodzeniem. Ksiądz Paulose jest jednym z ponad 300 księży z Indii, którzy pracują obecnie w Niemczech. Na przestrzeni minionych trzydziestu lat liczba księży w Niemczech spadła z blisko do Wielu parafiom - zwłaszcza na terenach wiejskich - grozi zamknięcie. Dlatego też niemiecki Kościół katolicki zdecydował się na rekrutowanie księży z zagranicy. Pochodzą głównie z Indii, Polski, Ameryki Południowej i Afryki. Berlin: polski ksiądz Marek Kędzierski Na przykład trzema parafiami w bońskiej dzielnicy Beuel opiekuje się ksiądz wikary Josey Thamarassery. Największym wyzwaniem są dla niego codzienna praca z członkami parafii, a zwłaszcza ceremonie pogrzebowe. Początkowo miał trudności ze znalezieniem odpowiednich słów, by przekazać członkom rodzin zmarłych wyrazy współczucia. Jego niemieckie słownictwo było - jak twierdził - zbyt proste i ubogie. Kursy przygotowawcze już w Indiach Po przybyciu do Niemiec księża z Indii przechodzą dwuletni kurs duszpasterski. Ponieważ Kościół chciałby przyspieszyć fazę adaptacyjną, planuje organizowanie programów przygotowawczych w południowoindyjskim Bangalore. Dominik Schwaderlapp, wikariusz generalny w diecezji kolońskiej, jest jednym z autorów programu, w ramach którego księża uczą się obowiązkowo niemieckiego i geografii. "Księża z zagranicy muszą zaznajomić się z sytuacją Kościoła katolickiego w Niemczech oraz poznać naszą mentalność". Katolickie kościoły w Niemczech ściągają duchownych z zagranicy Kursy przygotowawcze mają skrócić proces adaptacyjny. Chodzi o to, by księża z zagranicy mogli tuż po przyjeździe podjąć pracę w parafiach. W trudniejszej sytuacji byli księża Paulose i Thamarassery, którzy po przybyciu do Niemiec musieli najpierw uczyć się niemieckiego, zrobić prawo jazdy, a następnie zapoznać się z zachodnią etykietą. Preeti John / opr. Iwona D. Metzner Red. odp.: Andrzej Pawlak